Geoblog.pl    krzychum    Podróże    Maratończycy w Nepalu 2011    Przez przełęcz na lodowiec
Zwiń mapę
2011
16
lis

Przez przełęcz na lodowiec

 
Nepal
Nepal, Gokyo
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 6493 km
 
To była najzimniejsza noc ! Po raz pierwszy wskoczyliśmy w nasze puchówki w komplecie bielizny termicznej, skarpetach, czapkach i rękawiczkach. Nocą w pokoju musiało być sporo poniżej zera – okna rano były zmrożone grubym, nie dającym się rozetrzeć lodem. Paweł posiadający o 150 g puchu więcej (zawsze był bardziej rozważny !) nawet w nocy coś z siebie zdjął. Ja nawet o tym nie pomyślałem ale przetrwałem noc we względnym komforcie. Pobudka o 5.30 rano (już nawet przyzwyczailiśmy się zasypiać o 20-tej, i budzić o 6 rano), tradycyjnie lodowaty pokój, jeszcze bardziej tradycyjnie lodowata stołówka i jak zwykle już zimne tosty ze zmrożonym dżemem (wystarczy aby przebyły drogę z kuchni i już są wychłodzone !). Dobrze że herbatę podają w termosach ! Chyba musieliśmy coś nagrzeszyć !. Oczywiście w snach co najwyżej (bo w realu prowadzimy się przyzwoicie jaki nigdy dotąd) gdyż pogoda chyba na dobre się ustaliła – zero słońca, 100 % chmur. Przełęcz Cho La Pass ( 5368 mnpm) rzeczywiście niełatwa, końcówka wśród skał ostro pod górę, ale frajda z jej zdobycia też niemała. No i niestety widoki tylko na najbliższe skały. Same siodło przełęczy pokrywa lodowiec (ponoć zdarzają się lawiny i szczeliny) więc mamy namiastkę prawdziwej himalajskiej wędrówki. Po chwili dosłownie spadamy (z drugiej strony przełęczy jest jeszcze bardziej stromo) w dolinę. Ale słońca nadal brak. Przed nami jeszcze tylko (?) przejście na drugą stronę lodowca Ngozumpa i już jesteśmy na miejscu w Gokyo. O tym ze jest on największy w Himalajach wiedzieliśmy, ale że jest taaaaaaaaki ogromny nie mieliśmy nawet pojęcia. Widziałem już największy lodowiec w Europie, szliśmy parę godzin obok nie najmniejszego bynajmniej lodowca Khumbu „wypływającego” spod Everestu ale to co zobaczyliśmy gdy wspięliśmy się na wysoką na ponad chyba 100 metrów morenę boczną przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Ujrzeliśmy gigantyczną, szeroką na kilometr i długą aż po horyzont monstrualnych rozmiarów „żwirownię” przypominającą bardziej jakiś księżycowy lub marsjański krajobraz niż cokolwiek co może być na Ziemi. Zwały kamieni, lodu i Bóg wie czego tworzyły niekończące się morze gór i górek (te ostatnie wielkości Górki Szczęsliwickiej) wśród których czasem przebłyskiwały małe jeziorka pokryte lodem (bo to lodowiec jest przecież). Przed nami majaczy we mgle cel naszej podróży - wał przeciwległej moreny bocznej lodowca zapinający całość tego ponurego krajobrazu. Powiem szczerze – czuliśmy się mało komfortowo gdy wędrując wewnętrznym brzegiem tego kotła mieliśmy nad sobą kilkudziesięciometrowe nawisy kamieni i bloków skalnych czekające na swój moment (który na pewno nastąpi) aby runąć w dół. Gdy wreszcie po ponad godzinie nieustannego marszu góra, dół, góra, dół, góra, dół wspięliśmy się na drugą stronę naprawdę poczuliśmy ulgę. Nawet trasa którą szliśmy przez lodowiec zmienia się co pewien czas gdyż …..... . No właśnie lepiej o tym nie myśleć.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (12)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
krzychum
Maratończycy
Paweł Piasecki, Krzysztof Maziński
zwiedzili 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 24 wpisy24 25 komentarzy25 153 zdjęcia153 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
03.11.2011 - 23.11.2011